Boże Narodzenie w Nowem 90 lat temu.

Święta coraz bliżej, trudno ni8342-001e poczuć świątecznego nastroju. Ulice już od wielu dni są ozdobione kolorowymi światełkami, witryny sklepowe świątecznie przystrojone, a półki pełne bożonarodzeniowych dekoracji i upominków. Na każdym kroku słychać kolędy, można też spotkać św. Mikołaja. Trwa „świąteczne szaleństwo”, można odnieść wrażenie, że to ozdoby i prezenty stały się najważniejsze, a prawdziwe święta i tradycje zeszły gdzieś na dalszy plan. Jednak w wielu domach dawne tradycje bożonarodzeniowe nadal mają ogromne znaczenie i święta niewiele różnią się od tych obchodzonych na początku ubiegłego wieku.

Jak obchodzono święta w regionie Nowego 90 lat temu, jak przygotowywano się do świąt w Nowem w 1924 roku?

Mieszkańcy, tak samo jak dzisiaj, z dużym zaangażowaniem przygotowywali się do świąt. Najbardziej oczekiwały je dzieci, które chętnie podczas adwentu chodziły z lampionami do kościoła na roraty.

Dużo radości przynosiło dzieciom robienie wieczorami ozdób na choinkę. Wykonywały je np. ze słomy, wydmuszek, kolorowej bibuły. Strojenie choinki było wtedy zwyczajem dość nowym, wcześniej wieszano pod sufitem podłaźnik, czyli np. świerkową lub sosnową gałąź, przystrojoną kolorową bibułką, gwiazdkami ze słomy, ale też ciasteczkami, orzechami, jabłuszkami. Smakołyki te można było zjeść dopiero po Nowym Roku.

Kobiety z pomocą córek robiły w domu przedświąteczne porządki. Dom na święta musiał być wysprzątany, wszystkie prace wykonane, ponieważ w pierwszy dzień świąt nie można było pracować, nawet łóżko zostawiano nieposłane, a naczynia nieumyte.

Kupcy, rolnicy, szczególnie w tym przedświątecznym okresie, polecali swój towar, zachęcali do zakupów. U Szenka na Gdańskiej można było zamówić żywe karpie, nie tylko na święta, ale też na Sylwestra. Ogrodnik Wollenweber polecał na prezent kwiaty i palmy, a Kliewer z Mątaw reklamował dobre jabłka ze swojego sadu.nr38-bc-001

Kupiec Lachmann zapraszał do swojego sklepu przy Rynku, polecając praktyczne podarunki gwiazdkowe, bo takie były najbardziej popularne. Bogatą ofertę artykułów kolonialnych oferował Mieczysław Śliwiński, szczególnie zachęcając do kupna rozgrzewających, procentowych trunków, ale też codziennie świeżo palonej kawy.

W poszukiwaniu gwiazdkowych prezentów, wartym odwiedzenia był zawsze bogato zaopatrzony duży dom towarowy u Wincentego Jażdżewskiego przy Rynku.

Wigilijny dzień od wczesnego rana był bardzo pracowity. Kobiety miały dużo pracy, szczególnie w kuchni. Mężczyźni zajmowali się kupnem choinki lub z chłopcami szli po nią do lasu. Zgodnie z tradycją ubierało się ją dopiero w wigilię.

GNGwiazdkaLachman21.12.1924Choinkę ozdabiano zrobionymi wcześniej przez dzieci ozdobami, orzechami, małymi jabłuszkami, szyszkami, ciastkami, cukierkami oraz łańcuchami z kolorowego papieru, słomy lub jarzębiny. Na szczycie choinki wieszano gwiazdę betlejemską, a pod nią zrobionego z papieru aniołka. W bogatszych domach drzewko ozdabiano bombkami, a jego czubek kolorowym szpicem.

Od rana obserwowano pogodę. Miała przepowiedzieć pogodę na najbliższe miesiące. Wierzono też, że jaka wigilia, taki będzie cały rok, dlatego dbano o to, by ten dzień był wyjątkowy, i gdy np. ktoś się sprzeczał, czy lenił, przypominano mu o tym.

Czasami jeszcze przed wieczerzą, ale zazwyczaj już po niej, pojawiał się Gwiazdor. Ubrany był w kożuch przewrócony futrem na wierzch, futrzaną czapę, twarz miał umazaną sadzą lub zakrytą maską. Miał ze sobą worek z podarkami i rózgę lub kij (pydę). Dzieciom, które były niegrzeczne i nie znały pacierza, obrywało się „pydą”, a w najlepszym wypadku dostały w podarunku np. obierki od ziemniaków. Te, które były grzeczne, ładnie odmówiły pacierz lub zaśpiewały piosenkę, Gwiazdor obdarowywał podarkami, najczęściej słodyczami (dawniej, w adwencie, chodzili po domach przebierańcy, kolędnicy, nazywani „gwizdami”, „gwiazdorami”. Na ich czele szedł przebieraniec z gwiazdą, od niego wywodzi się Gwiazdor i jego wygląd).

Wraz z pierwszą gwiazdką na niebie, gromadzono się przy wigilijnym stole, zapalano małe świeczki powtykane w przyczepione na choince specjalne lichtarzyki, następnie dzielono się opłatkiem przyniesionym wcześniej przez organistę. Wśród białych opłatków, znajdował się też kolorowy, był przeznaczone dla zwierząt.

Po złożeniu sobie życzeń zasiadano do wigilii. Stół nakryty był obrusem, a pod nim leżało siano. Na stole zawsze stawiano dodatkowy talerz dla zbłąkanego wędrowca. Talerz ten miał również przypominać o bliskich zmarłych.

brzadLiczba potraw była różna, zależała od zamożności rodziny, nie było tradycji stawiania 12 dań. Im było ich więcej, tym lepiej, dlatego często liczono poszczególne składniki, a nie całe potrawy. Jedzenie musiało pochodzić z czterech miejsc: z lasu, z pola, z ogrodu i z wody. Najbardziej popularnymi potrawami były śledzie przygotowywane na różne sposoby, np. w oleju, solone z ziemniakami w mundurkach. Z suszonych owoców, np. śliwek i jabłek, robiono kompot lub zupę z lanymi kluskami (brzad). Na stole pojawiała się też ryba smażona lub w zalewie octowej,   barszcz z suszonych grzybów, do którego dodawano wywar ze świeżo kiszonej kapusty, nazywany „kapuścianką”, zabielana zupa rybna, pierogi z kapustą i grzybami, kluski z makiem, groch z kapustą.

Po skończonej wieczerzy wyciągano siano spod obrusa. Długość źdźbła przepowiadała długość życia lub, osobom stanu wolnego, szybkie albo późniejsze zamążpójście/ożenek.

Nie mogło oczywiście zabraknąć śpiewania kolęd oraz pastorałek. Długo rozmawiano, wspominano dzieciństwo, dawne wieczerze, a przed północą zbierano się do kościoła, na pasterkę.

Na wsiach zapalano w oknach gromnice. Światło świec miało wskazywać drogę wędrującym przez zaspy na pasterkę. Na rozstajach dróg rozpalano ogniska, przy których można było się ogrzać.

Jeszcze przed świętami nasilała się działalność różnych organizacji i stowarzyszeń kwestujących na rzecz najuboższych. Organizowano spotkania i wspólne wigilie.

papierowa-zwijana-gwiazdkaTowarzystwo św. Wincentego a Paulo z Nowego, zbierało datki na urządzenie gwiazdki dla chorych i ubogich mieszkańców. Przyjmował je na plebanii ks. proboszcz Bartkowski.

Dwa dni przed wigilią, Towarzystwo Czerwonego Krzyża, na sali Borkowskiego organizowało wieczorem gwiazdkę na rzecz inwalidów wojennych. Dzień wcześniej, również w sali Borkowskiego, Szkoła Powszechna organizowała Wieczorek Gwiazdkowy, z którego zyski przeznaczone były na zakup podręczników i przyborów naukowych dla biednych dzieci szkolnych. W programie wieczorku były śpiewy i występy dzieci. Do licznego przybycia na uroczystość zachęcało grono nauczycielskie wraz z kierownikiem szkoły- Tytulskim.

Po świętach czekano na przyjście Nowego Roku. Sylwestrowy wieczór był pełen wróżb, psot i figli. Młode dziewczyny urządzały sobie różne zabawy, mające na celu przepowiedzieć im przyszłość, a chłopcy robili psikusy, np. wyjmując furtki z płotów by następnie gdzieś je schować.

O północy odpędzano Stary Rok robiąc jak największy hałas, np. uderzając w patelnie i garnki, potrząsając łańcuchami, strzelając z broni.

Wiele bożonarodzeniowych i sylwestrowych zwyczajów przetrwało do dzisiejszego dnia. Przed wiekiem święta Bożego Narodzenia obchodzono podobnie jak dzisiaj, jedynie na ulicach i w sklepach było mniej kolorowo, zamiast Mikołaja w czerwonym stroju przychodził Gwiazdor w kożuchu, prezenty były skromniejsze, były to głównie słodycze, a choinka zawsze była prawdziwa, pachnąca żywicą i wiatrem. Zarówno dzisiaj jak i 90 lat temu, Boże Narodzenie to wyjątkowy i najbardziej oczekiwany czas w roku.

 

Iwona Gnisz (grudzień 2014)

 

26 komentarzy

  1. Piękny, wzruszający artykuł obrazujący przygotowania i przebieg świąt Bożego Narodzenia w naszym miasteczku i na Kociewiu dawno temu. W Towarzystwie Czerwonego Krzyża udzielały się bliskie mi osoby : mama i jej siostra. Często opowiadały o tym przedświątecznym czasie. Mogę dodać, że własnoręczne wypieki w postaci ciasteczek, pierniczków, marcepanowych kartofelków, przygotowywały w kuchni obecnego ośrodka zdrowia, gdzie znajdował się mały szpitalik.
    Życzę wszystkim przyjemnych i radosnych świąt !

  2. Wtedy przynajmniej były zimy mroźne i śnieżne. Na stołach było skromniej, ale serca bardziej otwarte na drugiego człowieka. Chciałabym przenieść się w czasie, popatrzeć, ogrzać się przy kaflowym piecu i słuchać starych opowieści 🙂

  3. Dzięki Iwonie jesteśmy już w świątecznym nastroju, kubki smakowe wyostrzone na maksa a pyda głęboko schowana 🙂 W Sylwestra wyciągam garnki na balkon i będę hałasował zgodnie z tradycją 🙂

  4. Moja wyobraźnia działa…widzę Mariusza w Sylwestra z garnkami na balkonie i płaczę ze śmiechu 🙂

  5. Dzięki Iwonie ślinka mi cieknie na moją ulubioną potrawę wigilijną – rybę po grecku .Artykuł super,dziękuję 🙂

  6. Rybę po grecku też lubię i robię ją raz w roku, właśnie na wigilię. Mam kilka takich potraw, tylko wigilijnych, po roku czekania smakują jeszcze lepiej 🙂
    Chętnie posmakowałabym niektóre potrawy wymienione w artykule, np. „kapuściankę”. Czy robi się ją jeszcze u kogoś w domu ?

  7. U mnie na pierwszym miejscu jest zupa owocowa z suszonych śliwek i jabłek. Pamiętam dobrą też robili w restauracji Turystyczna…kiedy to było.

  8. Iwona kapuścianka czy to tz. „parzy broda” ?

  9. Dla mnie ryba pod każdą postacią króluje na wigilijnym stole. Karp pogania karpiem karpia i wszelakie inne płetwy 🙂

  10. Nie Bogusia 🙂 Ta potrawa jest wspomniana w tekście:
    /…barszcz z suszonych grzybów z kiszoną kapustą, nazywany „kapuścianką”…/

    • Iwona kiedyś u mnie w domu moja babcia robiła , zupę z kapusty kiszonej na wołowinie ( rosołowe), wkładała trochę grzybków suszonych i ziemniaczki , wszystko razem gotowała, to było bardzo dobre, teraz tego się nie gotuje , nie wiem czy o tej zupie ty piszesz, bo to była u nas kapuścianka…

      • Ta kapuścianka, o której napisałam, to „barszcz grzybowy”. Robiło się go z suszonych grzybów, dodawało się do niego wywar ze świeżo kiszonej kapusty, albo kapustę,żeby nadać mu kwaskowaty smak. Ale chyba spotkałam się z tym,że ktoś na kapuśniak mówił kapuścianka 🙂

  11. Agnieszka Dabrowska
    Agnieszka Dabrowska

    Dziękuję Iwona 🙂 potrafisz przywołać wspomnienia..miłe wspomnienia o Wigilii, którą spędzaliśmy każdego roku u babci.. to były takie szczególne chwile, za którymi teraz sie tęskni.. 🙂 Cała rodzina, zapach potraw, uśmiech bliskich, choinka, GWIAZDOR, prezenty :)) to były czasy… :))

  12. Cieszę się, że przywróciłam te miłe wspomnienia. Myślę,że święta bez tych tradycji nie byłyby takie piękne i warto je pielęgnować. Mamy piękne tradycje, a przede wszystkim nasze, i nie warto ich zamieniać na inne 🙂

  13. Wiesz, Iwona, z tą kapuścianką to niejasna sprawa. Nigdy o takiej zupie nie słyszałam, choć w moim domu gotowało się zawsze tradycyjnie, czyli „po kociewsku”. Podpytywałam starszą ciocię i ona też nigdy o takim połączeniu – kapusta-buraki nie słyszała. Może przepis dotyczy innego obszaru Kociewia. Tak w ogóle kapusta w zestawieniu z buraczkami( w jednej potrawie) jest typowa dla kuchni wschodniej,a już na pewno białoruskiej.

  14. Poszperałam trochę w necie i stwierdziłam, że chodzi pewnie o barszcz z grzybów suszonych! http://www.mniammniam.com/Barszcz_grzybowy_z_Podlasia_wedlug_mojej_Tesciowej__-11312p.html
    Nam barszcz kojarzy się z buraczkami, a przecież niekoniecznie tak być musi. No i wtedy połączenie wywaru z suszonych borowików z kiszoną kapustą mogło być smakowite!

    • Dokładnie 🙂 W tekście jest to napisane:
      /… barszcz z suszonych grzybów z kiszoną kapustą, nazywany „kapuścianką”…/
      Słowo „barszcz” przy słowie „wigilia” tak bardzo kojarzy nam się z tym z buraczków, że nie zauważa się opisu 🙂
      Ja wcześniej też nie znałam tej potrawy, być może w okolicach Nowego był mało popularny.

      • I chyba dobrze, że już druga osoba zwróciła uwagę na „kapuściankę”. Przeszukałam jeszcze raz internet i okazało się, że popełniłam błąd…Barszcz barszczem, a kapuścianka kapuścianką…Kapuścianka to wywar z kiszonej kapusty dodawany do tego barszczu z grzybów:

        /…Na Kociewiu podczas wigilijnej kolacji popularna jest odmiana zupy grzybowej zwana „barszczem grzybowym”. Oprócz suszonych grzybów najważniejszym jej składnikiem jest wywar ze świeżo kiszonej kapusty, nazywany „kapuścianką”. Dzięki niemu zupa ma lekko kwaskowaty posmak…/

        Przepraszam za wprowadzenie w błąd…Tekst już poprawiłam.

  15. W takim razie to jest nasz kapuśniak, tylko w wersji wigilijnej jest w niej więcej grzybów 🙂

  16. Fragment „Kociewskiej książki kucharskiej” :
    /…Dawniej przyrządzano barszcz grzybowy na kapuśniarce. W wodzie gotowano grzyby suszone (najlepiej borowiki, ale mogły też być podgrzybki i koźlarze) z dodatkiem szklanki soku z kiszonej kapusty, gdy grzyby były miękkie. Doprawiano kubabą, listkiem bobkowym, solą, pieprzem i cukrem. Dodawano też niekiedy, podobnie jak do barszczu czerwonego, łyżkę masła. Złośliwi ten barszcz (ale fet szarpak z kaszą jaglaną) nazywali popierdą…/

Dodaj komentarz